Trudno jest nam w rzeczywistości, która nas otacza, pamiętać o tym, że mamy do wykonania swoje zadania, których nie może wykonać nikt inny. Biegnąc w ciągłym pośpiechu przestajemy być uważni i tracimy z oczu nasz cel. Bywa więc, że zrobimy coś tak, jak chce ktoś inny, dla „świętego spokoju” , bo w tym momencie jest tak łatwiej - a nie jest to zgodne z naszymi priorytetami, albo wręcz jest dla nas nieopłacalne.

I często, aby nie nie utracić tzw. „dobrego wizerunku”, robimy to, czego chcą inni, a co tak naprawdę nie należy do naszych obowiązków - a czasem wręcz odsuwa nasz cel na plan dalszy. Posiadanie „dobrego wizerunku” i zachowanie się w każdej sytuacji zgodnie z zasadami poprawności politycznej to jedne z ważniejszych spraw, z którymi należy się zmierzyć.

Wygrywają ci, którzy są silniejsi, mają silniejszą pozycję, zgodnie z zasadą „duży może więcej”. Moment, kiedy zdajemy sobie sprawę, że tak jest również i w naszym życiu, jest momentem wyzwalającym. I to zwykle wtedy wołamy: „Przyjdź, Panie Jezu!”. I z pewnością Pan przychodzi ze swoją łaską uzdrowienia i wyprostowania sytuacji, w której się znaleźliśmy.

Aby przyjąć łaskę, siłę i moc do poradzenia sobie w tym momencie, potrzebujemy, oprócz sił duchowych, także sił normalnie ludzkich. Potrzebujemy także po ludzku poczuć się synami i córkami, braćmi i siostrami, tam, gdzie jesteśmy. Ważne jest także, by poczuć wartość tego, co robimy. Ponieważ to nie staje się od razu, w ciągu jednego dnia, ani nawet miesiąca, dobrze jest mieć swoje wypracowane podpory, pewne „rytuały”, które pomogą nam w tym.

Obserwując trendy w salonach kosmetycznych, widzę, że w ofercie każdego szanującego się salonu aktualnie pojawia się słowo „ceremonia...” - i tutaj pada najczęściej jakaś piękna, egzotyczna nazwa. Jest to zwykle propozycja standardowego zabiegu, najczęściej wykonywanego na całe ciało, lub twarz i szyję: peeling, czyli złuszczanie zrogowaciałego naskórka, masaż, nawilżanie i odżywianie skóry. Zabieg odbywa się w pięknym otoczeniu, przy dobrze dobranej muzyce, wokół rozsiewane są zapachy olejków aromatycznych, które koją nasze zmysły i skołatane myślami głowy, palą się nastrojowe świece. Zabieg trwa ok. 2 godzin i przez cały czas jest przy nas osoba, która zajmuje się tylko nami. Jej uwaga skupia się na tym, abyśmy poczuli się naprawdę zrelaksowani, a nasza skóra odnowiona.

Przez kilka kolejnych dni nasza skóra ma się znacznie lepiej, czujemy się odprężeni, pamiętamy zapach i klimat całego wydarzenia. Zwykle korzystamy z takich zabiegów okazjonalnie. Zastanówmy się, jak naszą codzienność wzbogacić o chwile, których klimat zostanie w naszej pamięci na pozostałe godziny dnia, a pamięć o nich będzie podnosiła naszą głowę do góry?

* Po pierwsze, wydaje mi się, że ważne jest, aby znaleźć swój "rytuał" w tym miejscu, w którym najwięcej daje się innym. Na przykład: jestem wizażystą, między innymi dobieram moim klientom ubrania, uczę autoprezentacji, makijażu - nieprzypadkowo więc interesuję się salonami kosmetycznymi i nowinkami w tej branży.

* Po drugie, "rytuał" nie musi trwać długo, ale wrażenia z nim związane mają pozostać w pamięci.

* Po trzecie "rytuał" powinien oddziaływać na kilka zmysłów jednocześnie, czyli na: wzrok, smak, dotyk, słuch, zapach. Wtedy pamięć o nim pozostaje na dłużej. Wystarczy kwadrans każdego dnia, który poświęcisz, dbając o siebie, w sposób, który najbardziej Ci odpowiada. Ważny jest klimat, w jakim to się odbędzie, bo on pozostanie w pamięci.